Cena betonu towarowego to jedno z tych pytań, na które uczciwa odpowiedź brzmi: zależy. Przez piętnaście lat zamawiałem mieszankę z kilkunastu różnych węzłów i za dokładnie tę samą klasę płaciłem raz 320 zł, raz ponad 460 zł za metr sześcienny. Różnica nie brała się z tego, że ktoś próbował mnie oszukać.
Cennik to dopiero początek rozmowy
Węzeł podaje stawkę za metr sześcienny mieszanki odebranej u siebie. To liczba, którą widzisz w mailu, i to ona zwykle decyduje o wyborze. Tymczasem realny koszt składa się z niej i z co najmniej trzech dodatków, o których dowiadujesz się później.
Pierwszy to transport, liczony od kilometra albo ryczałtem za wyjazd. Drugi to dopłata za małe zamówienie: gruszka wozi 7 do 9 metrów i jeśli zamawiasz trzy, część kursu płacisz na puste. Trzeci to postojowe, naliczane po przekroczeniu darmowego czasu rozładunku, zwykle po 40 albo 60 minutach. Widziałem budowy, na których postojowe przebiło różnicę w cenie mieszanki, bo ekipa nie była gotowa, gdy przyjechał samochód. Czwarta pozycja to zwrot niewykorzystanej mieszanki: jeśli zamówisz z zapasem i zostanie pół metra, część węzłów doliczy utylizację, bo betonu nie da się zawieźć z powrotem na skład.
Odległość od węzła robi więcej niż klasa betonu
Skok z C16/20 na C20/25 to zwykle 15 do 30 zł na metrze. Dowóz o trzydzieści kilometrów dalej potrafi dodać drugie tyle albo więcej. Dlatego przy wyborze dostawcy patrzę najpierw na mapę, a potem na cennik.
Jest w tym jeszcze jeden aspekt, którego nie widać w kalkulacji. Mieszanka ma ograniczony czas urabialności, praktycznie około 90 minut od zarobienia. Węzeł odległy o godzinę jazdy zostawia niewielki margines na korki i manewrowanie na placu. Kierowca, który dojedzie na styk, będzie naciskał na szybki rozładunek, a to zły moment na dyskusje o konsystencji. Bliższy dostawca bywa droższy w cenniku i tańszy w skutkach. Zamawiam więc od kogoś, kto ma węzeł w promieniu trzydziestu kilometrów, nawet jeśli w cenniku stoi dwadzieścia złotych więcej za metr. Różnice między samymi klasami rozpisałem osobno w tekście o klasach betonu.
Sezon, pora dnia i pogoda
Od kwietnia do października węzły pracują na maksa i wtedy negocjacje wyglądają zupełnie inaczej niż w lutym. W szczycie sezonu można usłyszeć, że termin jest na przyszły tydzień i nie ma dopłat, bo nie ma czym schodzić z ceny.
Zimą dochodzą koszty technologiczne: podgrzewanie kruszywa i wody, domieszki przeciwmrozowe, czasem cement o wyższej klasie wytrzymałości, żeby przyspieszyć narastanie. Dopłata rzędu 30 do 60 zł na metrze jest normą i nie jest naciąganiem. Producenci jak Górażdże czy Cemex publikują wytyczne dla betonowania w niskich temperaturach i wynika z nich jasno, że to droższa robota. Za to terminy są, a ekipy mają czas. Najlepsze okna to marzec i listopad: temperatury jeszcze albo już bez dopłat technologicznych, a kolejki krótkie. Sam planuję duże betonowania właśnie wtedy i rzadko tego żałuję.
Na co patrzę w ofercie, zanim odpowiem
Sprawdzam trzy rzeczy i dopiero potem porównuję stawki. Czy w ofercie jest podana klasa ekspozycji, a nie tylko wytrzymałość: C20/25 XC2 i C20/25 XC1 to dwie różne mieszanki i dwie różne ceny. Czy jest zapisana konsystencja, bo S3 i S4 inaczej się układają i inaczej kosztują. Czy węzeł wydaje dokument dostawy z rzeczywistą recepturą.
Brak tego trzeciego punktu jest dla mnie sygnałem, żeby szukać dalej. Nie chodzi o nieufność, tylko o to, że przy reklamacji dokument dostawy jest jedynym dowodem, co realnie przyjechało na budowę. Bez niego zostaje słowo przeciw słowu, a betonu, który już stwardniał, nie da się przesłuchać. Czwartą rzecz sprawdzam po fakcie: czy węzeł na życzenie pobiera próbki do badania wytrzymałości po 28 dniach. Przy stropie albo fundamencie to nie jest przesada.







